19 lutego 2019

 

Od momentu, w którym choroba zaatakowała mnie na dobre wiele razy stałem przed dylematem leczenia ABX (antybiotyki) i całe szczęście nie zdecydowałem się na to. Przy okazji śledzenia internetowych forów i stron poświęconych Boreliozie poznałem Mariusza, człowieka, który moim zdaniem osiągnął tak zwane boreliozowe wyżyny wtajemniczenia ponieważ trafił na oddział neurologii z podejrzeniem Stwardnienia Rozsianego (miał zmiany demielinizacyjne widoczne w badaniu MRI), później odsyłano go od lekarza do lekarza podejrzewając, że udaje, a na końcu wyszły mu badania WB w kierunku boreliozy i przeszedł antybiotykoterapię w dwóch prawie dwuletnich cyklach non stop. I wiecie co? I nadal miewa objawy choroby pomimo tego, że funkcjonuje całkiem normalnie. Jak sam przyznaje drugi cykl długiej antybiotykoterapii był niepotrzebny i drugi raz tego by nie zrobił. Zresztą poczytajcie jego blog www.samimocni.pl Osobiście rozumiem ludzi, którzy leczą się w ten sposób bo ta choroba jest potworna i powoduje, że człowiek walczy każdą dostępną byle skuteczną metodą o własne zdrowie. Niektórym się udaje, a niektórzy wręcz pogarszają swój stan zdrowia i samopoczucie, oto co ja myślę na ten temat. Po pierwsze bakterie to żywe organizmy, które walczą w naszym ciele o własne życie wykształcając mechanizmy obronne przed szkodliwymi dla nich czynnikami takimi jak chociażby antybiotyki i układ odpornościowy człowieka. Wybierają do bytowania miejsca trudno dostępne dla układu odpornościowego (często żyją wewnątrzkomórkowo) przyczepiają się do krwinek, potrafią wytwarzać biofilmy, chować się w cysty, zmieniać formy przybierając kształt raz wirusa, raz bakterii przez co zwodzą nasz układ odpornościowy, a nawet jak chociażby Bartonella mają podwójną ścianę komórkową i tak zwany mechanizm „efflux pump” dzięki któremu są w stanie wypompować z siebie antybiotyk, który jest dla nich zabójczy. Jeżeli decydujemy się na długą, skojarzoną antybiotykoterapię (tak zwane koktajle ABX) wtedy podejmujemy ryzyko zniszczenia naszej naturalnej flory bakteryjnej przez co znacznie osłabiamy odporność i zdolność organizmu do walki z patogenem. Bakterie zaczynają walczyć, przybierają formy przetrwalnikowe i czekają na pojawienie się sprzyjających warunków (zakończenie antybiotykoterapii) do dalszego rozwoju w organizmie. Po zakończeniu ładowania w siebie syntetyków mamy zniszczoną naturalną florę bakteryjną, upośledzoną trzustkę, wątrobę (na szczęście często udaje się ją oszczędzić dzięki Sylimarynie), nerki, zaburzoną zdolność przyswajania witamin i minerałów, ograniczoną zdolność usuwania toksyn, rozstrojony organizm, nieszczelne jelita i do tego grzyba większego niż japońska huba w puszczy pod wulkanem Fuji. Właśnie dlatego często po zakończeniu takiego leczenia ludzie miewają nawroty choroby ze zdwojoną siłą. Przypuszczam, że powodem jest przetrwanie bakterii dzięki swoim mechanizmom obronnym. Nasz organizm jest wyjałowiony i nie jest gotowy do walki po takim szoku i wtedy właśnie szlaban dla niszczycielskich patogenów jest otwarty na oścież. Pierdzielenie o „Zespole poboreliozowym” to kpina, a każdy lekarz powtarzający cierpiącym ludziom takie brednie powinien puknąć się w czoło gumowym młotem i oddać dyplom w recepcji akademii medycznej, którą ukończył. Pamiętajmy, że najczęściej zaczynając antybiotykoterapię jesteśmy bardzo osłabieni i w fatalnym stanie fizycznym i psychicznym, a to oznacza, że bakterie mają znaczną przewagę nad osłabionym organizmem i to my już na początku tej walki jesteśmy na straconej pozycji.

Biorąc ABX musimy stosować dietę przeciwgrzybiczną i znowu pojawia się kolejny problem ponieważ nie dostarczamy organizmowi wszystkich potrzebnych składników odżywczych. Musimy unikać owoców, miodu, niektórych warzyw, tłuszczów, nabiału, który jest źródłem wapnia, więc skąd organizm ma czerpać naboje do pustych karabinów? Dieta jako główny element do walki z chorobą jest i będzie Wam potrzebna, ale nie asceza. Kolejnym argumentem, który przemówił do mnie przeciw ABX zapalając czerwone światełko była rozmowa z Panem Andrzejem (Gabinet Analityki Medycznej) ze Świnoujścia, który uchodzi za istne kompendium wiedzy w dziedzinie badań i diagnostyki Babeszjozy. Jako, że do Świnoujścia mam godzinę drogi byłem gotów wyruszyć na badanie w tym kierunku (pomimo, że badania w Dąbrowie Górniczej wyszły negatywnie). Zadzwoniłem do Pana Andrzeja, żeby podpytać co i jak, powiedziałem, że cierpię z powodu chorób odkleszczowych i chciałem się upewnić czy jedną z koinfekcji nie jest właśnie ten pierwotniak, na co Pan Andrzej zapytał: „A czy użądlił Pana kiedyś komar?, a ugryzła Pana kiedyś mucha końska?, czy może Pan wykluczyć ugryzienie pchły, wszy czy pluskwy? No gryzły mnie nie raz, wykluczyć nie mogę- odpowiedziałem. „A czy zna Pan kogoś, kogo ani razu chociaż jeden z tych insektów nie ugryzł?” No nie znam... „No ja też nie znam proszę Pana. Oczywiście zrobię Panu badanie krwinek w tym kierunku, tylko od razu uprzedzam, że 80% ludzi, których surowicę badałem miało kontakt z Babesją”. Po tej rozmowie zdałem sobie sprawę, że faktycznie większość ludzi pomimo tego, że było ukąszonych i ma tą całą Babeszjozę nigdy nie manifestowało żadnych objawów, a ich układ immunologiczny skutecznie do końca życia trzymał ją w ryzach.

Doktor Klinghardt (poczytajcie dokładnie co ten człowiek ma do powiedzenia w temacie naszych dolegliwości bo naprawdę warto!!!) wykonał badanie krwi swoim laborantom, którzy pracują przez lata w jego instytucie i wiecie co się okazało? Większość jego pracowników miało pozytywne wyniki na obecność przeciwciał przeciwko krętkom z gatunku Borrelia burgdorferi!, a mimo to nigdy nie zachorowali, jak to możliwe? Ja uważam, że tak się dzieję ponieważ mają sprawny i silny układ immunologiczny. Trzeci argument i zarazem moje przemyślenie (potraktujcie to jako wolne myśli nie poparte żadnymi dowodami naukowymi z życia wziętymi czy innymi magicznymi) dotyczy życia zwierząt w lesie. Sarny, jelenie, dziki, wiewiórki i reszta leśnych stworzeń jest swoistym rezerwuarem kleszczy przenoszących wszelkie możliwe bakterie, a mimo to większość z nich nie choruje, tylko dlaczego? Oczywiście budowa ich organizmów różni się od naszych, ale ja zwróciłem uwagę na coś innego, a mianowicie na dietetyczne menu zwierząt, które w większości oparte jest na ziołach i owocach leśnych. Przecież Sarna z Jeleniem nie idą co rano do „Biedry” po pasztet i wieprzowinę tylko żywią się tym co wyprodukowała natura. Nieco gorzej wygląda sytuacja u zwierząt domowych, psy chorują częściej, ale należy zwrócić uwagę, że jako nieliczne stworzenia na ziemi potrafią w swoich organizmach wytwarzać witaminę C, której my nie potrafimy produkować. Coraz częściej zwierzęta domowe chorują na raki, mają torbiele, astmy i Bóg wie co jeszcze, ale zauważcie, że te stworzenia żyją w naszym środowisku, narażone są na te same negatywne czynniki co my, z jedzeniem włącznie (pytanie tylko co zdrowsze, ich przetworzona karma dla psów, czy nasze zmodyfikowane genetycznie dobroci z marketu)... Nie wiem. Kolejnym przerażającym argumentem, który skutecznie oddalał mnie od wielomiesięcznej antybiotykoterapii jest jeden z wielu, ale jakże istotny skutek uboczny stosowania Doksycykliny (antybiotyk jeden z wielu pomocny w walce z Boreliozą), która uwrażliwia skórę na słońce do tego stopnia, że należy zakrywać ciało nie narażając go na promienie naszego jakże pożądanego ciepłego skarbu. Jeżeli to zlekceważymy to doprowadzimy do poparzenia ciała.., OK, a co z witaminą D3, która jest niczym smar niezbędny do pracy precyzyjnej maszyny, i którą w najlepiej przyswajalnej formie pozyskujemy właśnie ze słońca? Długotrwały, ciężki niedobór tego bardzo ważnego składnika może prowadzić do trwałego uszkodzenia odporności, a nawet chorób z autoagresji.., a to tylko nieliczne skutki niedoboru Cholecalciferolu. Medycyna konwencjonalna udokumentowała znacznie więcej zależności pomiędzy niedoborem D3, a chorobami, ale o tym doczytajcie już sami. Zatem czy w ogóle istnieją okoliczności, w których zastosował bym antybiotyki? Otóż tak. Gdybym mógł cofnąć czas wtedy już po pierwszym ugryzieniu kleszcza brał bym doksycyklinę w dawce 2x200mg dziennie przez 30 dni (oczywiście to nie jest dawka dla każdego, mówię tutaj tylko w swoim imieniu), a dobór dawki musi być konsultowany z lekarzem. Takie działanie eliminuje zakażenie w ponad 90% przypadków. Dzieję się tak dlatego, że bakterie nie zdążą przedostać się do tkanek tylko pozostają jeszcze w krwiobiegu, a tutaj spektrum działania antybiotyku jest naprawdę ogromne. Drugim argumentem byłby mój stan zdrowia. Gdybym już dosłownie nie mógł się podnieść i ostatnią deską ratunku były by ABX-y wtedy bym to zrobił mając świadomość, że jeśli nie podejmę decyzji o włączeniu antybiotykoterapii zwyczajnie narażam się na kalectwo lub śmierć (chociaż ta druga rzadko się zdarza w przypadku infekcji boreliozą).

Krzysztof

Antybiotyki, dlaczego by nie?... Bo nie!

Dalej >

< Wstecz

Szanowny Czytelniku, niniejszy blog ma charakter wyłącznie informacyjny. Wszystkie wpisy zostały stworzone w oparciu o moje prywatne doświadczenia związane z walką z tą chorobą. Nie zajmuję się leczeniem ani diagnostyką chorób, a przekazane na tym blogu informacje mogą być jedynie wskazówką, a nie skuteczną terapią w leczeniu chorób odkleszczowych. Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści tego bloga ponieważ jest to moja własność. Dziękuję za zrozumienie.