Szanowny Czytelniku, niniejszy blog ma charakter wyłącznie informacyjny. Wszystkie wpisy zostały stworzone w oparciu o moje prywatne doświadczenia związane z walką z tą chorobą. Nie zajmuję się leczeniem ani diagnostyką chorób, a przekazane na tym blogu informacje mogą być jedynie wskazówką, a nie skuteczną terapią w leczeniu chorób odkleszczowych. Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści tego bloga ponieważ jest to moja własność. Dziękuję za zrozumienie. 

< Wstecz

Dalej >

Psychika, wewnętrzna siła

 

Jak działa nasza psychika? Tego nie wie do końca nikt, ale z pewnością potęga naszego umysłu jest ogromna. W styczniu, lutym i marcu 2017 roku przeżywałem najgorsze chwile mojego życia. Pewnego wieczoru siedziałem na kanapie obolały znowu z jakimiś nowymi dolegliwościami i skurczami, ale przygotowany do treningu biegowego i zwyczajnie się rozpłakałem z bezradności. Nikt nie wie co mi jest, mało kto mi wierzy, patrzą jak na wariata, a ze mnie ucieka resztka sił witalnych i nie wiem co będzie jutro, nie mówiąc już o normalnym życiu i chociażby jeździe samochodami, które tak bardzo lubię, i które dają mi tyle radości. Jako, że nigdy nie krzywdziłem żyjących stworzeń, zawsze starałem się dbać o środowisko na ziemi jak o swój dom poprosiłem zwyczajnie „matkę ziemię” o pomoc (pewnie co niektórzy uznają mnie teraz za wariata.., sorry nie dbam o to, piszę jak było). Wiecie co, wierzcie lub nie, ale to był impuls. Przestałem płakać, założyłem słuchawki na uszy, wstałem na trening i powiedziałem sobie w myślach „No to teraz będę się NAPIERDALAŁ na zabój” Przypomniałem sobie, że kiedyś jako nastolatek byłem w Hiszpanii, kraju jakże ulubionym, w którym zawsze czułem się jak w domu. To był czas kiedy byłem młody, silny i niezniszczalny. Siedziałem sam na wysokim urwisku i patrzyłem na Morze Śródziemne jak mieni się kolorami. Wiał lekki wiatr, powietrze pachniało, były wakacje, a w oddali miasto tętniło życiem. Ludzie bawili się, byli szczęśliwi i bezpieczni, był jakiś taki fajny „klimas” dookoła. Nie wiem dlaczego, ale powiedziałem wtedy do siebie „zapamiętaj tą chwilę, żebyś w trudnych czasach kiedy będzie bardzo źle mógł sobie to przypomnieć, a doda ci to dużo energii i siły” Zrobiłem w myślach „printscreen” tamtej chwili i przypomniałem sobie to właśnie tego wieczoru, w którym moje załamanie sięgnęło apogeum. Po skończonym treningu zacząłem wyobrażać sobie, że mój organizm zaczyna produkować jakieś niewyobrażalne, potężne limfocyty i makrofagi, które niczym siły specjalne będą ścigać i unieszkodliwiać bakterie w moim organizmie aż do śmierci. Wyobrażałem sobie całe boje w moim ciele i zrozumiałem, że to nie są żarty bo zaczyna dziać się coś dziwnego, podjąłem walkę na poważnie i czułem to. Każdy ma swoją metodę, jedni ćwiczą jogę inni medytację, a jeszcze inni wracają myślami do wspaniałych chwil, które dają siłę i nadzieję. Każda metoda jest dobra, a to, że stan naszej psychiki ma wpływ na nasze zdrowie jest chyba oczywiste nawet dla największego sceptyka w środowisku medycznym.

 

Krzysztof

19 lutego 2019