Szanowny Czytelniku, niniejszy blog ma charakter wyłącznie informacyjny. Wszystkie wpisy zostały stworzone w oparciu o moje prywatne doświadczenia związane z walką z tą chorobą. Nie zajmuję się leczeniem ani diagnostyką chorób, a przekazane na tym blogu informacje mogą być jedynie wskazówką, a nie skuteczną terapią w leczeniu chorób odkleszczowych. Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści tego bloga ponieważ jest to moja własność. Dziękuję za zrozumienie. 

< Wstecz

Rozdział VII Podsumowanie

 

Szanowni Państwo, wiem, że czytając samą listę ziół, suplementów i nawyków życia codziennego, które należy zmienić jesteście zwyczajnie przerażeni, zdezorientowani i zrezygnowani. Ja to rozumiem bo przechodziłem przez to samo, ale uwierzcie mi, że z chwilą kiedy podejmiecie już tą walkę i zobaczycie, że z każdym tygodniem i miesiącem zaczynacie odczuwać poprawę to nauczycie się samodyscypliny, będziecie stosowali zioła i zgłębiali wiedzę na ich temat, aż w końcu zrozumiecie jak działa ta choroba i jak się przed nią bronić. Kiedy szala zacznie się przechylać i poczujecie, że Wasze ciało powoli wraca do równowagi (uprzedzam, że to wymaga czasu, wysiłku i wytrwałości) wtedy z jeszcze większą determinacją będziecie parli na przód i to co dzisiaj Was przeraża w przyszłości okaże się jedynie drobną niedogodnością i kolejną lekcją do odrobienia. Walka jest dosyć długa i trudna, sytuacja kiepska, ale nie beznadziejna. Wszyscy mamy największą i najcenniejszą broń w naszym arsenale.., nasz własny układ immunologiczny, który natura stworzyła właśnie na wypadek takich sytuacji, a „jedyne” albo „aż” co musimy zrobić to pomóc mu z całych sił, a on resztę zrobi za nas. Ktoś może zapytać; no dobrze, a co jeśli ulegniesz wypadkowi, będziesz miał zabieg lub stanie się cokolwiek co bardzo osłabi twoją odporność? Odpowiadam; wtedy może dojść do nawrotu choroby i cała walka zacznie się od nowa. Ale ja też o coś zapytam; A co jeśli w trakcie wielomiesięcznej/wieloletniej antybiotykoterapii dojdzie do zakażenia sepsą, gruźlicą czy zachorujemy na zapalenie płuc? Odpowiedź brzmi; umrzemy. Czy możemy być pewni, że po wielomiesięcznej kuracji ABX, pomimo braku objawów jesteśmy zdrowi? Moim zdaniem nie ponieważ wcześniej też nie mieliśmy objawów, a byliśmy już zakażeni. Nawet jeśli wyleczymy się z boreliozy i koinfekcji to i tak nie nabywamy odporności! Oznacza to, że jedno ugryzienie kleszcza, muchy końskiej, pluskwy czy innego dziadostwa może spowodować ponowne zakażenie. Czy w takiej sytuacji opłaca się ryzykować stosując kurację antybiotykami przez miesiące czy lata?

Wiem przez co przechodzicie dlatego Was rozumiem nawet jeśli leczycie się w ten sposób. Ja wybierając drogę naturalnego leczenia, włączając w to wszystkie działania, które podjąłem i, o których napisałem w tym opracowaniu zauważyłem, że to ma sens, po prostu działa, a jak będzie w przyszłości? Tego nie wie nikt. Wedle krótkiej, prostej skali mój stan zdrowia oceniam na około 80% sprawności i nadal rosnę w siłę. Kiedy choroba uderzyła we mnie z pełną mocą moja wydolność oscylowała w granicach 30%. Jeżeli ktoś z Was ma boreliozę, ale jest bezobjawowy to uważam, że powinien się pilnować, ale nie wpadać w panikę. To, że się jest zakażonym nie oznacza, że choroba musi się kiedykolwiek ujawnić. Uważam, że nie ma na to żadnej innej reguły poza jedną: Zdrowy i silny układ odpornościowy, o który musimy dbać każdego dnia. Jeśli pomimo zakażenia, ale braku objawów będziecie dbali o siebie (uwzględniając czynniki, o których już pisałem; oczyszczanie, dieta, raz na jakiś czas zioła wzmacniające i immunomodulujące) to uważam, że macie ogromną szansę na to, że nigdy nie zachorujecie na pełnoobjawową boreliozę.

Co mnie boli i poraża w podejściu medycyny konwencjonalnej do tego zagadnienia? Fałsz, obłuda oraz bilans zysków i strat ponad zdrowie ludzkie. Nikt przecież nie oczekuje od lekarza wynalezienia magicznego leku na boreliozę, nie wszystkie choroby są uleczalne i trzeba się z tym pogodzić, ale do cholery dlaczego nie mówi się o tym, że leczenie antybiotykami przez 30 dni zaraz po ukąszeniu kleszcza daje ponad 90% pewność wyeliminowania patogenów przeniesionych w wymiocinach tego robala do naszego organizmu? Przecież rumień wędrujący występuję tylko w około 40% wszystkich przypadków zakażenia krętkami Borrelia burgdorferi, a co z innymi patogenami, które początkowo nie dają żadnych objawów u osoby zakażonej poza podniesionym CRP (białko ostrej fazy) i to też nie zawsze w początkowym etapie infekcji? Tylko kto takie badanie wykonuje profilaktycznie po ugryzieniu kleszcza? Dlaczego robi się z cierpiących ludzi idiotów wmawiając im choroby psychiczne? Dlaczego pierdoli się (no przepraszam za wyrażenie) o zespole poboreliozowym, który tak naprawdę nigdy nie został potwierdzony naukowo w żadnych badaniach, i zresztą mnie to nie dziwi bo jak potwierdzić taki idiotyzm nietrzymający się ładu i składu? Gdyby zespół poboreliozowy naprawdę istniał wtedy po zakończonej terapii faktycznie mogły by się utrzymywać pewne objawy, które były by następstwem uszkodzenia przez bakterie poszczególnych organów czy stref neurologicznych. Tylko, że wtedy objawy powinny zanikać z biegiem czasu kiedy organizm się regeneruje (poza przypadkiem trwałego uszkodzenia organów), a tymczasem zazwyczaj pacjent po zakończeniu leczenia raz czuje się lepiej, a raz gorzej. W cyklach mniej więcej dwutygodniowych objawy raz się nasilają, a raz wyraźnie słabną, a prążki w klasie IGM w badaniu WB często nadal sięgają górnej granicy skali. Więc jaki tutaj jest sens? To nie żaden sens tylko nadal aktywna infekcja bakteriami, które przetrwały antybiotykoterapię i tyle na ten temat. Słyszałem teorię, że ten cały "zespół" to wynik zbyt pobudzonego układu odpornościowego, który pomimo wyeliminowania bakterii nadal produkuję przeciwciała, które uszkadzają narządy w organizmie chorego (dochodzi do autoagresji). No bzdura do potęgi. Gdyby tak było podawano by leki immunosupresyjne, które skutecznie tłumią odpowiedź układu odpornościowego. Tymczasem co się dzieje najczęściej po podaniu takich leków? Objawy nasilają się jeszcze bardziej! Więc znowu gdzie tutaj logika tego całego zespołu poboreliozowego? Dlaczego wmawia się ludziom, że problemu nie ma, a borelioza to wytwór wyobraźni, którym trudno się zarazić, a łatwo go wyleczyć? Przecież to totalna dezinformacja, a nawet hipokryzja. Jak lekarz może nie wysnuwać określonych wniosków jeśli w ciągu roku do jego gabinetu przychodzi coraz więcej ludzi z niespecyficznymi objawami, którzy potwierdzają ugryzienie przez kleszcza! Trzeba po prostu nie chcieć problemu zauważyć.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Kiedyś poznałem dziewczynę, której oboje rodziców są lekarzami. Wspomniałem o kleszczach i chorobach przez nie przenoszonych na co dziewczyna odparła; "Mojego ojca w tym roku kleszcz ugryzł dwa razy" zapytałem z zainteresowaniem co w takiej sytuacji zrobił i dostałem ciekawą odpowiedź; "Poszedł po antybiotyki i brał je przez prawie miesiąc". I tutaj nasunęła mi się jedna tylko myśl "Hmm...Czy to taki mądry i świadomy lekarz, czy może na tym świecie są równi i równiejsi, których nie leczy się tak samo". Tego pewnie się nie dowiem, mogę jedynie przypuszczać. Wielu pewnie zapyta jakimi dowodami dysponuję na poparcie moich tez i przemyśleń w tym kilkudziesięciostronnicowym blogu więc już odpowiadam. MOJE CIAŁO jest najlepszym dowodem i najprecyzyjniejszym laboratorium. Wiem co przeżyłem, wiem co czułem i jakich zależności się dopatrzyłem. Poznałem wielu ludzi cierpiących, którzy zostali potraktowani tak samo jak ja, słyszałem i czytałem wiele podobnych historii będących niemalże wierną kopią moich przygód i co? I wszyscy ci ludzie to debile? Wariaci, schizofrenicy i szaleńcy, którzy upodobali sobie wycieczki po gabinetach lekarskich?.. Sorry, ale NIE, to nie my mamy coś z głową. Dobrzy i mądrzy lekarze istnieją i mam tą świadomość, przecież sam znam takie osoby i wiem, że to dzięki nim wielu ludzi nadal cieszy się życiem i zdrowiem. Przecież właśnie za to kochamy tych neurochirurgów, kardiologów czy chirurgów. To są ludzie, którzy czynią medyczne cuda. Mój lekceważący stosunek odnosi się do biznesmenów w białym fartuchu, dla których przysięga Hipokratesa jest tyle warta co listek zapachowy na lusterku ich Mercedesa. Gratuluję im dyplomu akademii medycznej, domu, gabinetu i pięknego samochodu, ale to niestety wszystko na co ich stać. Tylko czy wstając rano i patrząc w łazienkowe lustro widzą aby na pewno twarz szlachetnego człowieka i dobrego, oddanego lekarza???

Pomimo tego, że choroba zabrała mi 2,5 roku życia, mnóstwo pieniędzy i pozostawiła uszczerbek na zdrowiu to nie pozbawiła mnie marzeń i nadziei. Dzięki tej chorobie wiele się nauczyłem o ziołach, lekarstwach, moim własnym ciele, a przede wszystkim podchodzę inaczej do pewnych spraw w życiu. To co kiedyś było dużym problemem to dzisiaj jest błahostką. Nauczyłem się doceniać zdrowie, zmieniłem podejście do kwestii materialnych, zwolniłem w życiu i nabrałem do niego pokory. Dzisiaj moim marzeniem jest spokojne życie. Nie chcę mieszkać w Polsce, chcę spokojnie egzystować gdzieś na niewielkiej wyspie w Hiszpanii i realizować moją największą pasję jaką są samochody, motocykle, łodzie i ocean. Mam nadzieję, że jeszcze w tym życiu to mi się uda. Jestem autorem bloga motoryzacyjnego, w którym opisuję historie związane z najdroższymi samochodami na ziemi, którymi miałem i mam okazję jeździć. Życie to nie tylko borelioza, życie to też wspaniałe chwile bez bólu, cierpienia, a za to pełne radości i szczęścia. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę naprowadziłem Was na właściwą drogę. Wiem, że nie wszystkim zdołałem pomóc, ale każdy z Was kto odczuje ulgę i wstanie na nogi tylko utwierdzi mnie w przekonaniu, że można wygrać walkę z tym niewidzialnym wrogiem. Powodzenia moi drodzy :)

 

Krzysztof

18 lutego 2019